Spotkali się tam gdzie zawsze. Podwórko obok synagogi nastrajało ich dorozmów, a on bardzo chciał, żeby ta była wyjątkowa. Zamówili orzechową kawę i usiedli przy tym co zawsze małym stoliku.Widywali się tylko w tym jednym miejscu, od samego początku, jakby parzyła ich reszta miasta.
Pelargonie w skrzynkach roztaczały słodko gorzki zapach wczesnego lata. Musiał ją odwieść od chęci popełnienia największego błędu w życiu. Szkoda, że nie miał pomysłu jak.
- Zaskoczyłaś mnie…
- Jakub, ja naprawdę chcę to zrobić. Myślałam, że ty jeden mniezrozumiesz. Właśnie ty..
- Staram się, ale pomyśl..
- Myślałam.
- Ledwie go znasz, spotkaliście się raptem parę razy, to emocje, chemia… ale żeby od razu takie poważne decyzje?
- Nigdy nikogo nie kochałeś, i nikt ciebie nie kochał. Nie zrozumiesz.
Zabolało go to, zwłaszcza, że Natalia była jedyną osobą, która znałajego historię, a tego czego nie wiedziała, potrafiła się domyślić. Nigdy nie zagrała jeszcze tą kartą. Powoli docierało do niego, że ona naprawdę jest zdeterminowana i pewna swojej decyzji. Musiał o nią walczyć. Nie chciał po raz kolejny patrzeć jak cierpi od ran zadawanych przez tych, którym oddawała się w całości, a którzy gardzili jej miłością. Zawsze kochała za mocno, a on trwał przy niej ze świadomością, że nie może jej pomóc. Za każdym razem przeżywał jej ból.
- Nie mów tak. Po prostu, troszczę się o ciebie.
- Zrozum wreszcie. Chcę wyjść za Książka i będę mieć z nim małe książeczki, czy ci się to podoba, czy nie. Chociaż ty bądź przy mnie, skoro cały świat jest przeciw…- zobaczył łzy w jej zielonych oczach.
- Bo wiedzą, że to irracjonalne. Wylądujecie w jakiejś podrzędnej bibliotece, na ciasnej półce… Tego chcesz? Żeby dotykali was zaślinionymi paluchami jacyś okropni ludzie? Tak widzisz swoją przyszłość?
- Dlaczego Ty zawsze musisz być takim pesymistą… – odwróciła wzrok. – Mamy inne plany. Będziemy mieć własny mały dom. A nasze książeczki będą miały własne półki.
Widział, jak drżała jej dłoń, gdy podnosiła filiżankę.
- Uda nam się, rozumiesz? Cały świat myśli tylko o zamykaniu nas w bibliotekach, o wystawianiu w księgarniach, gdzie każdy może przyjść, pomacać i odrzucić nas, jak zwykły bezwartościowy towar. Dość, rozumiesz? Już dość. – jej oczy miotały błyskawice.
- Tak, ale…
- Nie ma żadnego ale. Nasze książeczki będą hasać na swobodzie, będą się bujać na huśtawkach i wspinać na drzewa. To będą prawdziwie wolne słowa. Nie pozwolę, żeby było inaczej.
Nigdy wcześniej nie widział jej tak stanowczej. Zawsze sprawiała wrażenie delikatnej, wycofanej i zamkniętej w swoim świecie. A teraz? Zachowywała się jak rozwścieczona lwica. Jakie miał w tym starciu szanse? Mógł polec, albo zrozumieć… Była mu droga. Nawet przed sobą samym bał się przyznać, jak bardzo ją kochał.Odkąd poznał jej słowa, była w jego życiu, a on istniał tylko dla niej. Wiedział, od samego początku wiedział, że tyle musi mu wystarczyć, dlatego tym bardziej pragnął jej szczęścia. Nie mógł jej stracić, była jak powietrze i woda. Jego życie bez niej byłoby tylko wegetacją. A wizja Natalii w jakimś zatęchłym kącie biblioteki zapomnianej przez wszystkich sprawiała mu ból wręcz fizyczny.
-A my spokojnie będziemy żyć. Będziemy się spokojnie starzeć na naszym małym ganku. I będziemy razem oglądać wschody słońca.
-A… A jeśli będzie tak jak kiedyś? Jeśli wróci cenzura? Nie możesz tego przewidzieć, Natalio, przecież wiesz w jakim kraju żyjemy. Jeśli zmienią się władze… – zadrżał – Wiesz, że jeśli się tak stanie, to on będzie pierwszy. Co będzie, jeśli zamalują mu co drugie zdanie? Jeśli powyrywają kartki.. złamią okładkę, on już nie będzie taki sam. O tym nie pomyślałaś?
-Zejdziemy do podziemia. Wielu się wcześniej udało, to i nam może. Zresztą, nawet jeśli.. raz przeczytane słowa już są uwolnione.Kto jak kto, ale ty o tym wiesz. A my się czytamy. Czytamy się namiętnie i dziko…
- Nie chcę znać szczegółów… -spojrzał jej błagalnie w oczy – proszę..
- Czytamy się codziennie.. myślimy tylko o tym przez większość dnia, o tym pożądaniu, które nas pcha ku sobie, o tej chwili, w której znów się zetkniemy – patrzyła mu wyzywająco prosto w oczy – o buchającym wtedy podnieceniu, chłoniemy się i zmieniamy z dnia na dzień bardziej. Jesteśmy w sobie szaleńczo zaczytani, nie ma dla mnie nic poza nim.
- Widzę.. – był z nią i przeciw niej. Bo docierało do niego, że ona znalazła coś, czego on szuka całe życie. Był z nią szczęśliwy i nienawidził jej za to.
- Więc bądź przy mnie. To nie ja wybrałam sobie tę miłość od pierwszego słowa. To ona wybrała mnie. Czekałam na to tak długo jak ty. Zaczytywałam się w innych wielokrotnie. I za każdym razem mnie ranili, rozczarowywali. Chcę wreszcie być szczęśliwa.
Popołudnie zmieniło się w wieczór, ten przeszedł w noc. Siedzieli pogrążeni w rozmowie przy małym stoliku na podwórku obok synagogi. Tym samym, które ich połączyło, a dziś miało rozdzielić. Orzechowa kawa stygła w filiżankach. Oboje wiedzieli, że ona dopnie swego. Że nigdy nie skończy na nędznej półce w byle bibliotece. Książek już przemienił ją w rwący potok wolnych słów.