ruda-blondynka

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: jak-przebiec-drugi-maraton

Z kozami to jest tak, że na pochyłe drzewo i gdyby nie to by. To tak tytułem wstępu. Poszłam ci ja byłam dziś z nogą na badanie polegające na przesuwaniu czyś co wygląda jak depilator po pomazianym zimnym żelem odnóżu. Szerszej publiczności znane jest ono jako USG. Ze strachem poszłam, ale i z ogromnymi nadziejami. Bo przecież mnie kopyto nie boli. Raz na jakiś czas się odezwie w kolanie i tyle. Już byłam w ogródku już witałam się z kozą, już wywlekałam rajtuzy biegowe. No i dupa. Mięśnie w porządku, jakieś "echa o cechach zwłóknień", ale nic specjalnego. Za to okazało się proszpaństwa, że torebka stawowa uszkodzona. Zabolało. Jak cholera, bo wizja powrotu do biegania odsuwa się znów do niewiadomokiedy. Serce mi mówi, chrzań to mała, pieprzyć kontuzje, na pewno nic ci nie jest, przecież odpoczywasz i już tak bardzo chcesz biegać, to biegnij. A rozsądek, zazwyczaj szczątkowy oraz narząd w zaniku odzywa się z pytaniem, czy chcę wystartować w Krakowie i czy chcę nadal szpilki nosić i czy chcę sobie zrobić większą krzywdę? Ano chcę, chcę i bardzo nie chcę. Zatem nie będę szukac rajtuzów biegowcyh w czeluściach szafy. Za to czeka mnie kolejna wizyta u dochtora, który zarządzi co dalej. 
Tak naprawdę gdzieś z tyłu głowy krążyła mi myśl, co będzie gdy się okaże, że jednak coś jest nadal nie halo. I nie wiem. Świat się nie zawali, po prostu muszę w nogę zainwestować jeszcze więcej czasu i pieniędzy. Zabolało. Ale to nie pierwszy raz. Już wiem, jak sobie z tym poradzić. 
Chociaż tak naprawdę dziś chcę tylko się nad sobą poużalać. I żeby mnie ktoś przytulił. 

Biegnij Ruda, biegnij!

1 komentarz
Tym razem nie cierpię BARDZO nie mogąc biegać. Bo nie mogę. I nie biegam. Jestem wzorową pacjentką swojego lekarza i leczę kontuzję grzecznie i do końca. Nie biegam od Maratonu. W ogóle. Ani kilometra. Bardzo chcę, ale wiem, że jeśli zrobię to za wcześnie to pójdzie się paść maraton krakowski. A bardzo tego nie chcę. Mogę za to pływać. Co czynię regularnie, dwa razy w tygodniu i chyba tylko dlatego jeszcze mi nie padło na mózg. Oczywiście mam wizualizacje jak to wybiegnę na swój pierwszy trening – nie wcześniej niż w listopadzie i po USG z prawidłowym wynikiem.
Sprawca mi chudnie pod nadzorem fantastycznej pani dietetyk. Sama się do niej udaję jutro. Kobita ma duży plus – zajmuje się sportowcami. Mój cel: wyglądać zjawiskowo w mini. Dobrze jest już, będzie jeszcze lepiej. A że dobrze, to wiem, bo mi się programisty gapią na nogi ( i tak, trzymam się wersji, że dlatego, że ładne, a nie dlatego, że wieloryba nigdy nie widzieli). Mam spokój w głowie. Porządek w domu. I bałagan na biurku. Mieszają mi się sprawy zawodowe, ale przez to, że mam porządek wszystko przyjmuję na zimno na klatę. Jeszcze rok temu pewnie siedziałabym w kąciku gryząc róg kocyka, chlipiąc i zamartwiając się końcem świata. A teraz biorę dupę w troki i szukam rozwiązania. I znajdę. Wiem. (ojeeesuuu jak patetycznie, weź zmień ton kobieto). No ale co zmień ton, jak cholera taka prawda. Sport mi życie poukładał i będe się tym szczycić. 
A wczoraj byliśmy w kinie. "Baby są jakieś inne" filmem dobrym jest. No dobra, trochę mam zaburzoną ocenę, bo moja słabość do Więckiewicza nie zna granic i miękną mi kolana i podoba mi się wszystko w czym się pojawia. Ale cały film rechotałam. A w scenie z prawidłem poryczalam się ze śmiechu i to nie ja jedna. Nie umknął mej uwadze jednak szczegół, że większość bab na widowni nie rechotała. A po wyjściu z kina refleksja mie naszła. Taka, że tu śmichy chichy a tu panie, prawda jak cholera. Bo może i wiem, gdzie mam kluczyki do samochodu, ale parkuję dokładnie tak jak Więckiewicz z Woronowiczem powiedzieli byli. I zawracam też. Niby nic odkrywczego. Ale podane w dobrej formie (no porąbało cię, przecież tam się nic nie dzieje) i spięte w jedno robi wrażenie. Faceci się będą nudzić, baby jak ja pośmieją się i trafi je refluksja, durne baby strzelą focha, że jak on śmiał, kmiot jeden, nie zna się na kobietach i w ogóle ma nieudane życie erotyczne. Świata film nie wywróci. Ale dobrze, że powstał. 
Ale o czym to ja, a o bieganiu miało być. Odliczam dni.