Tytuł inspirowany jest jednym takim serialem, w którym pan i pani się poznają, biorą ślub po ośmiu godzinach i mają fajnie. Oni to właśnie czynność w tytule przytoczoną wykonali w jednym z odcinków. Mnie kusi, ale prysznica nie mam. Wanna się liczy? Ale o czymt o ja..
Tak sobie przemyśliwuję dziś o życiu. O śmierci póki co nie, bo mi za fajnie. Mimo ciężkiego wkurwa w zakładzie pracy spowodowanego klientami co to naszymi panami są, a czytać nie umiom ni cholery. Ale o czym to ja.. A o przemyśliwaniu. O dietach dziś konkretnie.
Jak głupią trąbą musiałam być, żeby się tym katować? Łojezu… Patrze na to jak zmienia się moje ciało przez bieganie, Weidera, ogólną aktywność. I jest przebosko. Na cholerę mam sobie odmawiać przyjemności pysznego jedzenia?
Co więcej – można się nie ruszać i nie jeść i się laszczyć. Dla mnie to KATORGA.
Wysiłek fizyczny jest jedną z najprzyjemniejszych form spędzania czasu. Jedzenie też. Czyli – ruszasz się i jesz i co? I miodzio. I rwa mać dziesięć lat mi zajęło dojście do takich wniosków. Dziesięć lat! Dzieci kochane, uczcie się na moich błędach, bo na wasze szkoda życia. Pieprzenie w stylu ale żaden sport nie jest dla mnie zbywam pogardliwym prychnięciem.
Dziesięć lat mi zajęło uświadomienie sobie, że najlepszą drogą do wylaszczenia się jest słuchanie własnego organizmu. I słucham. Mam chcicę na czekoladę? Jem czekoladę. Mam chcicę na rosół? Jadę do babci. I tak dalej i tak dalej. A do tego uzależniłam się od biegania.
I jest bosko. Dietom mówimy stanowcze NIE. Zdecydowanie za dobrze gotuję i obracam się w gronie zbyt dobrze gotujących ludzi, żebym miała sobie czegokolwiek odmawiać. Hedonizm mode on.