Z okazji poniedziałku popełniam wpis na blogu. Ja widać top mi się zmienili. Mój głupi komputer w pracy mi go dziwnie pokazuje, ale mam nadzieję, że tylko on. Top zmienili się z okazji. Okazja przyszła w sobotę.
W sobotę popełniłam telefon do plebana mej ojczystej parafii. I oficjalnie ustalilim termin ślubu. Czyli moi Państwo oficjalnie już oświadczam, że 7 sierpnia 2010 roku o godzinie 15 będziem sobie ślubować.
W związku z tym stałam się już oficjalnie Bridezillą. Aktualnie jestem na etapie poszukiwania kiecki. I wszystko co mi się podoba albo kosztuje majątek, albo nie ma tego w ogóle w naszym cudownym kraju. Poza tym w sumie jakoś bezstresowo oboje podchodzimy do tego ślubu. Mam ambitny zamiar się na jakie nauki przedmałżeńskie zapisać. I teraz drogi pamiętniczku, czy już, czy czekamy do wiosny?
Z innej beczki. Przeglądam właśnie służbowo blogi młodych matek. Ludzi o słabych nerwach oraz młode matki uprasza się o nieczytanie dalej.
Zdaję sobie sprawę, że to tylko niewielki procent wszystkich przedstawicielek tego gatunku, ale te kobity są porąbane. To, że mają budyń zamiast mózgu to mało powiedziane. A przecież są w Internecie NORMALNE matki. Vide Evva, Cloudy, Chuda, Pierwsza, Zimno… Błagam, zabierzcie dostęp do neta tej reszcie. Nie będę wymieniać blogów z nazwy ale litości…
„je moje mleczko plus obiadki i deserki” – nie da się, rozumiem, mając dziecko bez durnych zdrobnień pisać?
Albo pisanie wszystkiego w liczbie mnogiej „zjedliśmy obiad”, „zrobiliśmy kupę” – co kurna synchronizacja pełna następuje po porodzie? Dla mnie bardziej strawne jest nawet pisanie w imieniu dzieciaka. Może dlatego, że piszę w imieniu kota. I jeszcze pierdyliard innych. Wszystkie te „cycusie”, „dzidziulki”, albo o:
„Dziś skończony mam już roczek
I za kroczkiem robię kroczek
Najpierw byłam taka mała
Tylko jadłam, albo spałam
Chwilę potem już siedziałam
Bardzo dużo raczkowałam
W końcu pokonałam strach
Kiedy chodząc nagle: bach!
I Tak zleciało tych miesięcy
aż 12 i nic więcej” odpuszczę Wam resztę.
Proszę, walnijcie mnie łopatą, jak kiedyś mi tak odwali, dobra? Prooszę…