ruda-blondynka

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: bridezilla

W temacie ślubów

1 komentarz

Kurde blade. Tak sobie właśnie uświadomiłam, że przeca z Melii to się zamążpójdziemy w różnicą jakichś dwóch miesięcy. Nie przypuszczałam nigdy, że będziemy te samą rocznicę ślubu świętować. Aktualnie szukamy kiecek (typy są) oraz butów (typów ni ma) a także zajmujemy się pierdyliardem innych spraw. Każda na swoim froncie, w sumie nawet się nie wymieniamy wrazeniami, ale duchowe porozumienie jest. Jeszcze chwilę i musimy znaleźć weekend dla siebie. Bez facetów, za to z winem w ilościach hurtowych i prawie zdrowym jedzeniem. Dwie zaręczone idiotki.

Let it snow….

Brak komentarzy


No i dobra. Ponieważ jest środa
i jestem w pracy, to blog.

Nie dlatego, żem leniwa i od pracy
uciekam. O nie. Wszystko na tip top zrobione, problem tylko w tym, że
moje kolejne czynności zawodowe uzależnione są od czynności
działu IT. A właściwie jednej jego części. Więc mam wolne (nie
zaczyna się zdania od więc). W ogóle dziś moje czynności
zawodowe polegają na czekaniu na maile.

Tymczasem bridezilla mode on.
Naoglądałam się amerykanckich programów o amerykanckich salonach
ślubnych kiecek. A konkretnie o jednym. O tym dokładnie.

Discovery to zło, mówiłam już?

I w związku z tym musieli, no musieli
pokazać w jednym odcinku Dziewczynę z Dużym Nosem, która
przyjechała do Nowego Jorku po Tę Jedyną Wymarzoną i W Ogóle. No
i po przymiarce pierdyliarda kiecek z gupiom konsultantkom jej mama
się wkurzyła i poszła w salon węszyć za czymś fajnym. I
wywęszyła. Tę onę jedyną. Cudo. I nagle dotarło do mnie. Ta,
ona, jedyna, taką chcę. I już. Co tam, że w Polsce ni ma, co tam,
szczegółami się nie będziemy przejmować, nie? Wychodzi na to, że
będę szyć kieckę ślubną uwaga własnego projektu. Bo do
orygiału muszę jednak chyba jakie ramiączka dorobić. Ale będzie
cyna.

Bedę se siedzieć na tym własnym
weselu, machać nóżkom i nonszalancko popijając wino odpowiadać
wścibskim kuzynkom.

No tak, sama zaprojektowałam swoją
suknię, nie spotkałam w sklepach nic, co by zadowoliło mój gust..
Ehkem…

To tymczasem. Idę butów szukać.


Z okazji poniedziałku popełniam wpis na blogu. Ja widać top mi się zmienili. Mój głupi komputer w pracy mi go dziwnie pokazuje, ale mam nadzieję, że tylko on. Top zmienili się z okazji. Okazja przyszła w sobotę.

W sobotę popełniłam telefon do plebana mej ojczystej parafii. I oficjalnie ustalilim termin ślubu. Czyli moi Państwo oficjalnie już oświadczam, że 7 sierpnia 2010 roku o godzinie 15 będziem sobie ślubować.

W związku z tym stałam się już oficjalnie Bridezillą. Aktualnie jestem na etapie poszukiwania kiecki. I wszystko co mi się podoba albo kosztuje majątek, albo nie ma tego w ogóle w naszym cudownym kraju. Poza tym w sumie jakoś bezstresowo oboje podchodzimy do tego ślubu. Mam ambitny zamiar się na jakie nauki przedmałżeńskie zapisać. I teraz drogi pamiętniczku, czy już, czy czekamy do wiosny?

Z innej beczki. Przeglądam właśnie służbowo blogi młodych matek. Ludzi o słabych nerwach oraz młode matki uprasza się o nieczytanie dalej.

Zdaję sobie sprawę, że to tylko niewielki procent wszystkich przedstawicielek tego gatunku, ale te kobity są porąbane. To, że mają budyń zamiast mózgu to mało powiedziane. A przecież są w Internecie NORMALNE matki. Vide Evva, Cloudy, Chuda, Pierwsza, Zimno… Błagam, zabierzcie dostęp do neta tej reszcie. Nie będę wymieniać blogów z nazwy ale litości…

„je moje mleczko plus obiadki i deserki” – nie da się, rozumiem, mając dziecko bez durnych zdrobnień pisać?

Albo pisanie wszystkiego w liczbie mnogiej „zjedliśmy obiad”, „zrobiliśmy kupę” – co kurna synchronizacja pełna następuje po porodzie? Dla mnie bardziej strawne jest nawet pisanie w imieniu dzieciaka. Może dlatego, że piszę w imieniu kota. I jeszcze pierdyliard innych. Wszystkie te „cycusie”, „dzidziulki”, albo o:

„Dziś skończony mam już roczek
I za kroczkiem robię kroczek
Najpierw byłam taka mała
Tylko jadłam, albo spałam
Chwilę potem już siedziałam
Bardzo dużo raczkowałam
W końcu pokonałam strach
Kiedy chodząc nagle: bach!
I Tak zleciało tych miesięcy
aż 12 i nic więcej” odpuszczę Wam resztę.

Proszę, walnijcie mnie łopatą, jak kiedyś mi tak odwali, dobra? Prooszę…