ruda-blondynka

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: bieganie

We wtorek pokroili Sprawcę. Pokroili na szczęście w dość niewielkim zakresie, bo ino na jednym kolanku. Co nie zmienia faktu, że Samo doświadczenie było co najmniej straszne. I to dla mnie, o nim nie wspominam nawet. Banda moich ulubionych samców zawsze powtrarza, że faceci się nie boją, tylko czasem srają w gacie. Sprawca dostał zakaz udawania się do jakichkolwiek szpitali na resztę życia. Widok bladozielonego Sprawcy wywożonego na blok operacyjny rozłupał mi serce na kawałki, widok biedaka po powrocie z bloku jeszcze bardziej. Nerwy, bezsilność, strach, to co zawsze towarzyszy gdy komuś za kogo dalibyśmy się pokroić jest źle. Cud, że się nie rozwyłam tam. Przetrwał, ja przetrwałam, teraz już będzie tylko lepiej. Będziemy się dietować, rehabilitować kolanka, wrócimy do biegania i już. 
A ja grzecznie człapię w ortezie, porzuciłam wszelkiego rodzaju obcasy, moje prawe kolano zakute w usztywniacz wygląda jak twarz boksera. I boli. No ale jak to stwierdził dochtów, boleć będzie. Aż przestanie. Rodzice Sprawcy dostarczyli mu magiczny materacyk co to prądem i magnesami czaruje nasze popsute kolanka (o tu jestem głupsza niż mój chłop zgodnie z zaleceniami Pani Żuraw). W każdym razie materacyk robi dobrze. Po jednym seansie czarowania kolanka boli jakby mniej. Zobaczymy jeszcze jak to się ułoży. Znów schudłam, podejrzewam że trochę stresu się do tego przyczyniło, jeszcze chwilę a będę musiała zanabyć nowe portki. Limit przebywania w różnej maści szpitalach mam wyrobiony na pięć lat do przodu, od początku roku zwiedzam większość tych we Wrocławiu i okolicach. Nie chcę więcej, zrozumiano?      
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       
No znowu, znowu. Leczę grzecznie kontuzję, smaruję kopytko ohydnym maścidłem, nie biegam, staram się mało chodzić, noszę ściągacz i w ogóle. Jutro dotrze do mnie orteza, tak, żebym już mogła naprawdę dać nodze odpocząć. Boli. No boli, nic dziwnego, że boli. Jeszcze pewnie poboli. Tymczasem trzymajcie kciuki za Sprawcę. Jutro pany dochtory będą mu naprawiać kolano, coby kolejny wrocławski maraton już mógł. 
Odezwała się moja nóżka w czasie maratonu. Stara, niedoleczona jednak kontuzja. Przyznaję, trochę ją zignorowałam, taki miałam fokus na maraton. Cel osiągnięty, czas naprawić to co się popsuło. Udałam się zatem do lekarza. Sportowego, tego samego, u którego byłam poprzednio. Dobry to lekarz. Nie udaje, że zna się na czymś na czym się nie zna, nie boi się przyznać, jeśli czegoś nie umi wyleczyć i nie uważa za ujmę na honorze polecenie innego fachowca. Ze mną się udało. Poszłam z obolałą nogą i po wymacaniu okazało się, że jest dobrze. Stawy w porządku, więzadła, ścięgna czy insze cuda też. Za to mięśnie przeciążone (nic dziwnego) oraz naderwane przyczepy. 
Jestem od wczoraj idealnie grzeczną pacjentką. Leki przeciwzapalne, smarowidło, usztywnienie, odpoczynek. Odliczam dni do 10 października. Wtedy będzie czas na pierwszy trening. Jakoś teraz ten zakaz biegania boli mnie mniej niż wcześniej. Może dlatego, że już wiem, że dam radę wrócić do formy. I bardzo bardzo mi zależy na wyleczeniu nogi do końca. Tymczasem, coby nie zarosnąć tłuszczem i nie popaść w lenistwo absolutne będę włóczyć się na basen. To mi wolno. 
I nie przeszkadza mi, jak słyszę ględzenie, że tak tak sport to zdrowie, sama chciałaś, masz za swoje, teraz będziesz się leczyć. Tak będę. I wyleczę nogę i pobiegnę w kolejnym maratonie i w kolejnym i w kolejnym. A wy dalej będziecie jęczeć. I hodować brzuchy i cellulit. Na zdrowie.
Mówcie mi Herr Flick. (Nawet dziś przy ozdobiłam gębę okularami, tylko kapelusza mi brakuje…)