We wtorek pokroili Sprawcę. Pokroili na szczęście w dość niewielkim zakresie, bo ino na jednym kolanku. Co nie zmienia faktu, że Samo doświadczenie było co najmniej straszne. I to dla mnie, o nim nie wspominam nawet. Banda moich ulubionych samców zawsze powtrarza, że faceci się nie boją, tylko czasem srają w gacie. Sprawca dostał zakaz udawania się do jakichkolwiek szpitali na resztę życia. Widok bladozielonego Sprawcy wywożonego na blok operacyjny rozłupał mi serce na kawałki, widok biedaka po powrocie z bloku jeszcze bardziej. Nerwy, bezsilność, strach, to co zawsze towarzyszy gdy komuś za kogo dalibyśmy się pokroić jest źle. Cud, że się nie rozwyłam tam. Przetrwał, ja przetrwałam, teraz już będzie tylko lepiej. Będziemy się dietować, rehabilitować kolanka, wrócimy do biegania i już.
A ja grzecznie człapię w ortezie, porzuciłam wszelkiego rodzaju obcasy, moje prawe kolano zakute w usztywniacz wygląda jak twarz boksera. I boli. No ale jak to stwierdził dochtów, boleć będzie. Aż przestanie. Rodzice Sprawcy dostarczyli mu magiczny materacyk co to prądem i magnesami czaruje nasze popsute kolanka (o tu jestem głupsza niż mój chłop zgodnie z zaleceniami Pani Żuraw). W każdym razie materacyk robi dobrze. Po jednym seansie czarowania kolanka boli jakby mniej. Zobaczymy jeszcze jak to się ułoży. Znów schudłam, podejrzewam że trochę stresu się do tego przyczyniło, jeszcze chwilę a będę musiała zanabyć nowe portki. Limit przebywania w różnej maści szpitalach mam wyrobiony na pięć lat do przodu, od początku roku zwiedzam większość tych we Wrocławiu i okolicach. Nie chcę więcej, zrozumiano?