Często słyszę przytoczone w tytule słowa, zazwyczaj w reakcji na moje poczynania. Wypowiadane z potępieniem, spojrzeniem z ukosa oraz krytycznym wyrazem ust korali komentującego. Zdarza się także kręcenie głową z politowaniem.
Się zapytywam – Dlaczegóż do ciężkiej cholery?
Jak szczerze dzieci nie lubię (poza niewieloma chlubnymi wyjątkami), tak przyznaję, że wiedzą jak się bawić.
Niech mi ktoś wytłumaczy co jest złego we wpychaniu się w zaspy, rzucaniu poduszkami, skakaniu po kałużach, kwiczeniu ze szczęścia na widok czegoś fajnego, wacie cukrowej, puszczaniu baniek i latawców, robieniu ludzików z kasztanów, skakaniu w miejscu jak piłka – bez wyraźnego powodu i jeszcze pewnie kilkunastu takich drobiazgach.
Mogę zrozumieć zagrożenia wynikające z przyjaznego tłuczenia się po łbach (na przykład z Arkiem, bo Kris i Sprawca nie chcą się tłuc), a nawet onych zagrożeń doświadczyłam (przetrącenie nosa plecami), ale przecież tak fajnie jest się czasem zupełnie bez powodu, kontekstu i celu powydurniać.
A jeśli kiedyś uznam inaczej to mnie ubijcie. To będzie oznaczało, że jestem DOROSŁA…
Komentarze
Dodaj komentarz Trackback