Co robi normalny, zdrowy na umyśle człowiek jak ogląda film w telewizorze i ten film mu nagle w połowie najlepszej akcji (ten dobry strzela do tego złego, w tym samym czasie gdy zły do dobrego i nie wiadomo który trafi, albo ona już już ma prawie rozpięte guziki bluzki, on na nią patrzy pożądliwie a za drzwiami czai się zazdrosna pokojówka). Wtem. Reklamy. Otóż normalny człowiek idzie do kuchni zrobić herbatę, karmi kota, rozmawia  z dzieckiem, bo wreszcie ma czas albo bzyka się z mężem. A co robię ja? Ja nie. W sensie nie robię herbaty, kota, dziecka ani męża. Ja wlepiam gały w telewizor. Wlepiam z nadzieją. Ogromną. Albo w kinie. W kinie poza rozmowami, szeleszczeniem czipsami i telefonami komórkowymi wkurwia mnie najbardziej jak ktoś się spóźnia na seans i mi w czasie reklam przełazi przed nosem, albo trzaska drzwiami, albo cokolwiek. Do kina się idzie tak, żeby zdążyć na reklamy przed. 

 

Tak Moi Drodzy. Pewnie teraz runął Wasz światopogląd i po tym wpisie stracę połowę czytelników (dziękuję Wam, całej trójce, za wspólne lata), ale przyznaję się chętnie, szczerze i otwarcie. 

 

Uwielbiam reklamy. Pasjami wręcz uwielbiam.

 

Ale tu uwaga, achtung i gwiazdka. DOBRE reklamy. Dlatego właśnie gapię się w telewizor zawsze z nadzieją, że może, że tym razem, że okaże się, że nasi reklamiarze osiągnęli chociaż w połowie poziom zagranicznych. A tu dupa. Na blok reklamowy przypadają może ze trzy dobre reklamy, wszystkie niepolskie. Niestety. Polskich dobrych reklam jest może z pięć. Włosy mnie bolą i wątroba, jak mam polskie reklamy oglądać. No bo błagam Was. Co za idiota kompletny napisał TO . I jaki inny idiota mu za to zapłacił? Litości. Albo słynne reklamy z moczem. Z obrzydliwych reklam, które przy okazji w mojej głowie zamordowały piosenkę to warto jeszcze wspomnieć Perspiblok.No i wisienka na torcie - banda wyjąca o witaminach. Okej, może i ona jakimś cudem dociera do jej grupy docelowej, ale nie zmienia to faktu, że za coś takiego kopirajter powinien wisieć za za oko na drzewie, a ten, kto mu za to zapłacił zaraz obok. Ani pomysłu tam nie ma, ani ciekawego scenariusza, ani NIC. NIC ZUPEŁNIE. Cierpię fizycznie jak to widzę w telewizorze. Polecam Wam serdecznie pooglądać insze reklamy ze zbioru Chamletów, ale robicie to na własną odpowiedzialność. Ja jestem twarda, wiele już widziałam, ale ledwo zniesłam.

 

A naprawdę można. Można zrobić fantastyczne spoty reklamowe. Oczywiście, że ważne są pieniądze, bardzo ważne nawet, ale i tak nic nie usprawiedliwia głupiego scenariusza. NIC. Ale o czym to ja. A o reklamach gigantów. W moim osobistym rankingu pierwsze jest Nike. Zawsze. Nie zrobili niczego, co by mi się nie podobało. Przykładów jest mnóstwo i łatwo je sobie znajdziecie, ale ja pokażę Wam na pewno mój zdecydowanie ulubiony spot. O ten. Albo cała seria tych.  Albo ta.  Drugą firmą, która umie i ma kasę jest Apple. To co łączy te dwie marki – zawsze w spotach nacisk jest bardziej na ideę i samą markę niż konkretny produkt. To się oczywiście wiąże mocno z polityką reklamową obu firm, bardzo podobną zresztą – przywiązaniu użytkownika. I sprawdza się. I tak, ja zdaję sobie sprawę, że ciężkie miliony są ładowane w te spoty. Ale i taniej można. POMYSŁ. POMYSŁ się liczy. A tego ewidentnie polskim kopirajterom brakuje. Kojarzycie polskie reklamy margaryny jakiejś czy masła? Oczywiście, że nie, bo są nudne jak flaki i nikt ich nie pamięta. A nie w Polsce? Proszę bardzo. A Flora co zrobiła? Zasponsorowała maraton. I co wyszło? Proszę.  Albo z bardziej absurdalnych ale genialnych: Google.Co zrobiła Opera jak Google wypuściło ten spot? To. Można? MOŻNA. Tylko dlaczego, DLACZEGO nie u nas? 

 

Jest wprawdzie nadzieja. Niewielka póki co, ale jest. Na przykład cała seria Serca i Rozumu. Albo reklamy Plusa, które robiło Mumio . Albo reklamy Simplusa

 

Ja ciągle mam nadzieję. Liczę na to, że w końcu nie będą mnie bolały włosy i wątroba przy oglądaniu reklam. I Was takoż w tej nadziei pozostawię.